FMP - Free Music Production
Krajowy rynek płyt kompaktowych ku uciesze, ale też i
utrapieniu wszystkich fanów staje się coraz bardziej obfity i różnorodny. Niemal
każdego miesiąca przybywa nowa wytwórnia płytowa. Wybór jest coraz lepszy, choć
znaczna część sprzedawców narzeka na recesję i utrzymujące się od długiego czasu
zahamowanie sprzedaży. Jedną z ostatnich zdobyczy pozyskanych przez bodaj
najprężniej i najbardziej metodycznie działającą niezależną firmę dystrybucyjną
w Polsce – GiGi Distribution - jest FMP.
Miłośnikom nowoczesnej muzyki improwizowanej oraz free jazzu skrót ten kojarzy
się z najbardziej wyrafinowanymi muzycznymi przeżyciami i jest gwarantem jakości
samym w sobie. Tym, którzy nie zapuszczają się w takie rejony muzycznych
antypodów, spieszę z wyjaśnieniem znaczenia owego skrótu.
FMP to Free Music Production, czyli wytwórnia płytowa, która od początku swej
działalności zajmuje się propagowaniem, promocją i popularyzacją zjawiska, jakim
jest muzyka improwizowana.
Na przełomie lat 60. i 70. na niemieckiej scenie jazzowej pojawiła się grupa
młodych muzyków, których zainteresowania podążały w kierunku nowych form
ekspresji własnej muzycznej wrażliwości. Doświadczenia z amerykańską tzw. „New
Thing” zestawione ze znajomością tradycji europejskiej muzyki koncertowej oraz
jej nowych prądów stały się dla nich bazą, czy też punktem wyjścia do tworzenia
nowych kategorii artystycznych. Środowisko niemieckie przybierało na sile,
odbywały się tam liczne festiwale, zapraszani byli muzycy zza oceanu, którzy od
lat wiedzieli, że w Europie jest zdecydowanie korzystniejszy klimat dla
artystycznych poszukiwań. Spora część amerykańskich twórców, jeżeli stale nie
rezydowała w Europie, to na jej terenie zrealizowała swe najważniejsze nagrania.
Grupa entuzjastów skupionych wokół dwóch najważniejszych berlińskich
awangardowych imprez koncertowych i towarzysząca im atmosfera stały się
zalążkiem FMP. Free Music Production, przynajmniej w początkach swej
działalności, była nie tylko wytwórnią płytową, ale też rodzajem nieformalnej
organizacji, której celem była integracja środowisk awangardowych (muzyków oraz
słuchaczy) w Niemczech. Taką konsolidację postrzegano bowiem jako jeden z
najistotniejszych warunków przyszłego rozwoju i w ogóle istnienia sztuki
improwizowanej. Nowa muzyka, nowa wrażliwość, w końcu też nowa estetyka i styl
potrzebują, przynajmniej w początkach swej krystalizacji, zarówno kronikarzy,
dokumentalistów, publiczności, jak i instytucji wspierających.
Historia FMP, płytowej oficyny wydawniczej, zaczyna się w 1969 r. Pierwsze jej
kroki na rynku płytowym nie należały z pewnością do najłatwiejszych. Trzeba
jednak przyznać, zwłaszcza z perspektywy obchodzonych w ubiegłym roku 30.
urodzin firmy, że raz obrana strategia okazała się nie tylko skuteczna, ale
przyniosła też niezaprzeczalny artystyczny sukces. Dzisiaj FMP to obok Hat Hut
Records, Intakt, Leo Records jedna z najznamienitszych płytowych wytwórni.
Niestety nie mamy tu miejsca na szczegółową prezentację wszystkich nagrywających
dla firmy muzyków. Szkoda, bowiem znakomita większość pozycji składających się
na aktualny kompaktowy katalog zawiera muzykę, bez której trudno wyobrazić sobie
dzisiejszą europejską muzykę improwizowaną. Dla potrzeb tego, z konieczności
skrótowego artykułu skoncentruję się tylko na kilku kluczowych nazwiskach (a i
to też pobieżnie).
Zacznijmy od Petera Brötzmana, który w jazzowych leksykonach uznawany jest za
jednego z założycieli firmy. Te same przewodniki oraz większość znawców historii
muzyki improwizowanej jemu właśnie przyznają miano najważniejszego twórcy,
ideologicznego i duchowego ojca niemieckiej sceny free. Na poparcie tej tezy
przywołują oni tytuły płyt nagranych właśnie dla FMP, spośród których
szczególnie ważne są: „Berlin Concert”, „Reserve”, a zwłaszcza zaś legendarna „Machine
Gun” (nagrana w doborowym towarzystwie: Willem Breuker, Evan Parker – saksofony,
Fred van Hove – fortepian, Bushi Niebergal, Peter Kowald – kontrabas oraz Sven
Ake Johansson i Han Bennink – perkusja). Nagranie to, mimo że pochodzi z maja
1968 r., jest do dzisiaj jedną z najznakomitszych ilustracji przepełnionej
ognistą siłą i pasją saksofonowej sztuki niemieckiego artysty. W katalogu FMP
mamy do tej pory aż 10 pozycji sygnowanych jego nazwiskiem, a pamiętać trzeba,
że nie wszystko jeszcze doczekało się kompaktowej reedycji.
Jak dotąd nie wytłoczono na CD również całości nagrań Petera Kowalda. Brakuje
jeszcze kilku historycznie ważnych pozycji, ale te sześć płyt kompaktowych,
które aktualnie zawiera katalog FMP, to sama esencja stylu jego gry. Peter
Kowald to artysta niewybaczalnie niedoceniony i to nie tylko przez szersze grona
słuchaczy, jak i wcale niemałą część światowej krytyki. W wielu płytowych
przewodnikach i encyklopediach jazzu nie wymienia się jego nazwiska, kiedy
jednak przychodzi do poważnej dyskusji na temat kondycji współczesnego
europejskiego kontrabasu nikt nie ma wątpliwości, że to właśnie on jest jednym z
najważniejszych mistrzów i nowatorów tego instrumentu. Nie jest jednak moim
zamiarem namawianie Państwa do zakupu w ciemno jego płyt. Sztuka improwizacji,
którą Kowald rozwinął przez lata, nie tylko wymyka się prostym klasyfikacjom,
ale też wymaga od słuchacza znakomitej orientacji i osłuchania w awangardowym
graniu. Niełatwo jest przebrnąć przez takie płyty jak „Duos: Europa, America,
Japan” (na której w krótkich miniaturowych improwizacjach towarzyszą Kowaldowi
przyjaciele: Derek Bailey, Han Bennink, Irene Schweizer, Evan Parker, Andrew
Cyrille), „Touch The Earth-Break The Shells” (Kowald / Wadada Leo Smith / Günter
Sommer), „Cuts” (formacja „Ort Ensemble Wuppertal”: Evan Parker, Le Quan Ninh,
Carlos Zingaro i in.), solowa „Was da ist” czy ostatnio wznowiona na kompakcie „Bass
Duets” (artyście towarzyszą tu największe znakomitości europejskiego kontrabasu:
Barry Guy, Barre Philips i Marteen Altena). Jakim by jednak wyzwaniem nie były
płyty Kowalda, warto chociaż spróbować zmierzyć się z nimi. Zapewniam Państwa,
że tak brzmiącego kontrabasu i tak niezwykłej siły wyrazu i koncentracji nie
słyszy się zbyt często.
Bardzo ściśle związany z FMP jest też pianista Aleksander von Schlippenbach,
kolejna niezwykła i ważna dla europejskiej muzyki improwizowanej osobowość. Na
jego temat pisałem już na łamach „Audio” przy okazji recenzji płytowych. Gwoli
przypomnienia tylko zaznaczę, że jest on przez wielu postrzegany jako niemiecki
odpowiednik Cecila Taylora. Określenie to jest jednak krzywdzące. Sugeruje
bowiem, że pianistyka Schlippenbacha zamyka się w dokonaniach Amerykanina,
tymczasem możemy tu mówić tylko o oczywistych w przypadku awangardowych muzyków
inspiracjach koncepcją totalnej improwizacji taylorowskiej. Wystarczy posłuchać
kilku płyt, jak choćby „Smoke” z Sunny Murrayem, „Tangens” z Samem Riversem, „Digest
Harvest” z Tony Oxleyem, albo też „Elf Bagatellen”, „Physics” czy ostatniej „Complete
Combustion” nagranych w trio regularnie działającym od początku lat 70. –
Schlippenbach / Evan Parker / Paul Lovens. Najważniejszymi jednak nagraniami
Schlippenbacha, tymi, dzięki którym wszedł on na stałe do historii muzyki
improwizowanej, są sesje dokonane wraz ze stworzonymi przez siebie orkiestrami
Globe Unity Orchestra (powstała w 1968 r.) i późniejszą Berlin Contemporary Jazz
Orchestra. W zespołach tych podjęte zostały kwestie improwizacji zbiorowej w
dużych bandach, zaś Schlippenbacha obwołano jednym z dwóch głównych, obok
Brytyjczyka Barry Guya, architektów zjawiska „large ensembles free music”.
Niestety ani jedna, ani druga orkiestra nie jest uwzględniona w katalogu tak,
jak to było w czasach „czarnej płyty”. Pierwsza ma na swoim koncie tylko dwa CD:
„Rumbling” w gwiazdorskiej obsadzie m.in. ze Stevem Lacy oraz urodzinową „20th
Aniversary”; reszta cierpliwie czeka na swoją kolej. Z drugą orkiestrą wcale nie
jest lepiej, tu jednak rzecz rozbija się nie o opieszałość w reedycjach, ale o
powolne powstawanie nowego materiału i raczej rzadkie koncerty formacji.
Oprócz wyżej wymienionych trzech wielkich filarów artystycznych całej
niemieckiej muzyki improwizowanej, dla FMP nagrywa wielu innych, także
wspaniałych i kluczowych dla free jazzu muzyków z całego świata. Z braku miejsca
nie mogę o nich napisać więcej, ale chciałbym, abyście Państwo mieli wyobrażenie
jak ważne postaci ozdabiają ten niezwykły katalog: saksofoniści Steve Lacy, Evan
Parker (ich wspólna płyta „Chirps” to biblia swobodnych, abstrakcyjnych
improwizacji na saksofony sopranowe), Charles Gayle, pianiści Keith Tippet,
Marilyn Crispell, Irene Schweizer, Aki Takase (żona i wieloletnia partnerka
artystycznych poszukiwań Schlippenbacha), klarneciści Louis Sclavis, Armand
Angstar, Michael DiDonato, puzoniści Conrad Bauer i Paul Rutherford, wokalistki
Julie Tippett i Sainkho Namtchylak oraz wielu innych.
Wszystkie te znakomitości uczyniły FMP jedną z najważniejszych wytwórni
europejskiej awangardy, można jednak przypuszczać, że głównym powodem, dla
którego wieść o tej fascynującej oficynie poszła w świat, była sensacyjna seria
płyt wielkiego Cecila Taylora. Flirt Taylora z FMP rozpoczął się od wydania
cyklu koncertowych płyt zarejestrowanych podczas letniego festiwalu „Improvised
Music” w sierpniu 1988 r. Były to następujące pozycje: „Riobec”, „In East
Berlin”, „Regalia”, „Remembrance”, „Spots, Circles and Fantasy”, „Leaf Palm Hand”
(w duetach z największymi europejskimi perkusistami Günterem Sommerem, Paulem
Lovensem, Louisem Moholo, Hanem Beninkiem, Tony Oxleyem), „Pleistozaen mit
Wasser” z gitarzystą Derekiem Baileyem, recital solowy „Erzulie Maketh Scent”, „The
Hearth” z Tristanem Honsingerem – wiolonczela i Evanem Parkerem oraz duży
orkiestrowy projekt „Alms / Tiergarten (Spree)”, do którego zaproszony został
m.in. Tomasz Stańko. W sumie 11 płyt z 11 koncertów, które co do jednej ukazały
się już na kompaktach, a które w erze analogowej zebrane zostały w monumentalny
11-płytowy box, stanowiący dziś kolekcjonerski rarytas. Z czasem powstawały
również kolejne płyty, m.in. ze znakomitymi recitalami solowymi, a wśród nich:
„Double Holly House” oraz fenomenalne nagrania Feel Trio (Taylor / Tony Oxley -
bas / William Parker – perkusja). Teraz, w 30. roku istnienia FMP jest firmą,
dla której Taylor wydaje bodaj najchętniej, o czym świadczyć może ostatnia płyta
w katalogu firmy, „Nailed” z ekskluzywnym i arcyciekawym składem: Barry Guy –
bas, Tony Oxley - perkusja i Evan Parker – saksofony.
Trudno byłoby dziś wyobrazić sobie muzykę improwizowaną bez Free Music
Production. W czasie swego istnienia zarchiwizowała ona wiele fascynującej,
ulotnej i niepowtarzalnej muzyki. Jak wspomina Jost Gebers – producent i jeden z
jej założycieli zawsze chodziło o to, aby dokumentować rzeczy najbardziej
wartościowe, a nie zasypywać słuchaczy dziesiątkami płyt, które przez wszystkich
zostaną zapomniane. Stąd też ilość płyt, jakie przez 30 lat ukazały się ze
znakiem FMP, wliczając w to też pozycje niewydane na CD, nie sięga liczby 200.
Przyznacie Państwo, że to niewiele. W zamian za to możecie Państwo z tego co
jest czerpać pełnymi garściami w przekonaniu, że cokolwiek weźmiecie do rąk,
będzie to część światowych osiągnięć muzyki improwizowanej i free jazzu.
Maciej Karłowski
Płyty
wytwórni FMP dostępne w ofercie GiGi Distribution![]()
![]()