Wydaje się, niestety, że historia wytwórni płytowej Knitting Factory dobiegła już końca. Od wielu lat nie została wydana pod tą etykietą żadna nowa płyta. Jeśli tak jest w istocie, byłaby to doprawdy smutna wiadomość, jako że jest to jedna z najbardziej zasłużonych wytwórni dokumentujących nowojorski downtown. Więcej, myślę, że była to w zasadzie jedyna taka wytwórnia, która praktycznie w całości poświęciła się dokumentacji tego zjawiska. Początkowo powstała dla dokumentowania zdarzeń artystycznych, które działy się w klubie Knitting Factory, na przełomie lat 80 i 90, bodaj najważniejszego wówczas klubu, w którym można było zobaczyć działania downtownu. Wielkie słowa uznania zatem należą się animatorowi tych przedsięwzięć - Michaelowi Dorfowi.
Na wstępie powiedzieć trzeba kilka słów porządkujących. Otóż, pomijając nawet wszystkie podwytwórnie, sam Knitting Factory wydawał swoje płyty w trzech seriach, przy czym jedynie co do jednej z nich można mówić o zachowaniu jakiejś odrębności. Knitting Factory Classics (KCR) prezentował bowiem nagrania, które nie były zrealizowane przez tę wytwórnię, a licencjonowane, najczęściej też prezentowały trudno dostępne nagrania prywatnych wytwórni z lat 70, w tym poszukiwane nagrania Douglas Records. Pozostałe dwa, czyli Knitting Factory Records (KFR) i Knitting Factory Works (KFW) są ze sobą tożsame. Niektóre płyty wychodziły jako KFR, a potem jako KFW, niczym - przynajmniej tak wynika z mojej wiedzy - między sobą się nie różniąc. Przejrzystości katalogu nie służy także fakt, że niektóre płyty były wcześniej wydane przez inną wytwórnię Dorfa - Mu Records (Works - znów ta podwójna nazwa).
Zaskakująca jest też różnorodność stylistyczna wytwórni, właściwsza raczej dla wielkich koncernów niż dla niezależnego producenta. Pośród płyt mamy bowiem nagrania niekomercyjnego popu, rocka, muzyki elektronicznej, jazzu i awangardy. Przedstawiając tę wytwórnię, nie sposób nie wspomnieć również, że obok Tzadika była to pierwsza wytwórnia, która zainteresowała się tzw. nową muzyką żydowską (tu realizowaną w serii JAM - Jewish Alternative Movement), która łączy tradycję klasycznej muzyki żydowskiej ze współczesnymi dokonaniami, tworząc przy okazji zupełnie nową jakość.
Niestety w parze ze stylistyczną różnorodnością, z wagą tej wytwórni dla dokumentowania nowojorskiej sceny lat 90 nie idzie w parze jakość nagrań, szczególnie tych zrealizowanych w pierwszym okresie działalności. Szkoda, bowiem niektóre płyty po prostu wiele tracą.
Przegląd płyt wytwórni tym razem będzie bardzo subiektywny i w zasadzie ograniczony wyłącznie do jazzowo-awangardowej części katalogu i proszę mi to wybaczyć.
Pośród nagrań wytwórni, moim zdaniem, na samym początku należy wskazać nagrania sceny downtownowej. To tutaj nagrywali np. Jazz Passengers zespół, który polskim fanom być może kojarzy się ze współpracy z Debbie Harry, wokalistką Blondie, prezentującą się tutaj w zupełnie nowej roli. Sama grupa miała dwu liderów Roya Nathansona i Curtisa Fowlkesa i prezentowała styl będący wypadkową dokonań Charlesa Minusa i ówczesnej muzyki tanecznej, będąc swego rodzaju alternatywą dla The Lounge Lizards Luriego. Dla Knitting Factory zrealizowane zostały dwie płyty: Live at the Knitting Factory (KFW 107) oraz Plain Old Joe (KFW 139).
Dla Knitting Factory zrealizowana została też płyta, która moim zdaniem jest wyznacznikiem współczesnego mainstreamu. Oto bowiem w połowie lat 90 został zarejestrowany zupełnie wyjątkowy koncert Dona Byrona. Na widowni, z powodu śnieżycy, jedynie kilka osób, które były świadkiem i aktywnym uczestnikiem sesji (decydowały o tym, czy nagrywana wersja im się podobała czy też nie - przy czym o tej wersji wydarzeń wiem jedynie z jednego źródła, zaś Don Byron w swoich wywiadach ani jej nie potwierdza, ani zaprzecza). W składzie oprócz Byrona, Uri Caine, David Gilmore, Kenny Davis i Marvin „Smitty” Smith. Genialna, skrząca się energią płyta ukazała się pod humorystycznym tytułem No-Vibe Zone. Niestety tym razem jakość nagrania jest niemal fatalna, a fortepian Caine'a nie zawsze stroi. Szkoda, bo to jedna z najlepszych płyt z nowoczesnym mainstreamem lat 90 w ogóle.
Mainstreamowe - w swym nowoczesnym rozumieniu - oblicze wytwórni jest moim zdaniem równie ważne. Podczas prezentowania przez wielkie wytwórnie wciąż jazzu środka wywodzącego się z hardbopowej stylistyki, Dorf zaprezentował zespoły grające jazz, który winien być w latach 90 oceniany jako jazz środka. Oprócz wspomnianego Dona Byrona, to także kwintet Anthony Braxtona i Mario Pavone (Seven Standards KFW 168), zespoły Mario Pavone (sekstet: Dancer's Tales KFW 205, czy oktet Totem Blues KFW 292), by wymienić przynajmniej te, które najbardziej cenię. Charakterystyczną cechą dorfowego mainstreamu było oderwanie się od hardbopowego wzorca, sięgnięcie po dokonania awangardy lat 60 i twórcze jej rozwinięcie. Jazz środka w wydaniu Knitting Factory to muzyka czerpiąca z dokonań free jazzu, jednakże daleka od tego, w jakim kierunku muzyka ta poszła na kontynencie, daleka nawet od doświadczeń niektórych muzyków amerykańskich coraz bardziej odrywających free od jazzowych korzeni. Tutaj zawsze muzyka jest głęboko zakorzeniona w bluesie, na wskroś amerykańska, nawiązująca do Ellingtona i Mingusa. Słowem... jazz! I to naprawdę wysokich lotów. Inną mniej free, bardziej kojarzącą się z dokonaniami cool jazzu, czy Trzeciego Nurtu odmianą tej stylistyki reprezentował zespół, z którym nieco szerzej stał się znany późniejszy jeden z najważniejszych trębaczy dekady - Dave Douglas. New And Used (dwie płyty: Souvenir KFW 125 i Consensus KFW 163) prezentują spokojniejsze oblicze jazzowej stylistyki, muzykę w dużej mierze zakomponowaną i zaaranżowaną, w której te dwa czynniki są bodaj ważniejsze od wspaniałych skądinąd improwizacji poszczególnych członków grupy. Mniej więcej podobną stylistykę prezentuje Mick Rossi na płycie They Have a Word for Everything (KFW 256). Wszystkie one dokonują nowej syntezy kompozycji i improwizacji, stanowiąc w jakimś stopniu współczesne odzwierciedlenie myśli trzecionurtowej.
Downtown słynął z mieszania stylistyk, znajdowało to wyraz również w zrealizowanych dla Knitting Factory nagraniach. To przecież tutaj zaczynała popularna w swoim czasie, klezmersko-bałkańsko-jazzowo-rockowa Pachora (Pachora KFW 207, Unn KFW 230 i ast KFW 268), będąca przecież oprócz Hasidic New Wave niemal prototypem dla innych zespołów i dokonań tego typu.
Pośród płyt wytwórni nietrudno też znaleźć dokonania, które można byłoby nazwać awangardowe. Tutaj znalazł przystań dla swoich nowotapperskich projektów Mark Dresser (The Cabinet of Dr. Caligari KFW 155, Invocation KFW 173 i Eye'll Be Seeing You KFW 211). Tutaj pojawiły się bodaj jedyne nagrania supertria Undercover Collections Band (Hör-Fest KFW 165) złożonego z Thomasa Chapina, Samma Bennetta i Thomasa Cory. Tutaj również mógł prezentować swe dokonania William Hooker (Shamballa KFW 151, Envisioning KFW 159, The Gift Of Tongues KFW 179, Mindfulness KFW 213, The Distance Between Us KFW 231, Bouquet KFW 264, Black Mask KFW 305) z różnymi wykonawcami jak gitarzyści Thurston Moore, Elliott Sharp i Lee Ranaldo, z Zeeną Parkins, czy też - to zwiastun naszych czasów - turntablistami DJ Olive czy w zasadzie twórcą ruchu - Christianem Marclayem. Awangardowe poczynania są również domeną innego perkusisty - Samma Bennetta (The Big Off KFW 126, Life of Crime KFW 110, History of the Last Five Minutes KFW 166), który chyba jako jeden z pierwszych dokonał fuzji jazzu, fusion, rocka i dokonań znanych z hip hopu, a szczególnie już ze sceną turntablismową. W końcu także na Knitting Factory znajdziemy Andreę Parkins (Cast Iron Fact KFW 184, Slippage KFW 229) nieustająco próbującą zredefiniować pozycję akordeonu w muzyce improwizowanej.
By już nie przedłużać tego tekstu, grupowo jedynie pragnę wymienić, że to tutaj zaprezentowali się także Prima Materia, która była swego rodzaju tributem dla dokonań jazzu lat 60, a w szczególności Johna Coltrane'a, Cuong Vu - czyli knittingowskie trzy grosze w sprawie nu jazzu, Kazutoki Umezu, który zaprezentował tu swoje, japońskie poczucie humoru osadzone wśród downtownowych braci, czy prześmiewczy Sex Mob.
Myślę jednak, że jedną z najważniejszych i zupełnie wyjątkowych postaci, która dla tej wytwórni zrealizowała swoje kluczowe nagrania jest Thomas Chapin. Nie wierzcie proszę różnym rankingom, w których za najlepsze jego płyty uważane są mainstreamowe dokonania dla Arabesque. Nieprawda! Podstawowe i najważniejsze medium, w którym się wypowiadał to trio w składzie z Mario Pavone i głównie Michaelem Sarinem, a katalog Knitting Factory zawiera aż osiem płyt dokonanych w tym składzie, przy czym dwie spośród nich są uzupełnione przez dodatkowych jeszcze muzyków. To właśnie trio Chapina zaprezentowało styl, w którym rockowa ekspresja mieszała się z wolnością improwizacji, a cała muzyka w dalszym ciągu pozostawała na wskroś jazzowa. Siedem oddzielnie wydanych płyt (Third Force, Anima, Insomnia, Menagerie Dreams, Haywire, Sky Piece, Night Bird Song) uzupełnionych następnie o jedną płytę z niepublikowanego wcześniej występu w klubie, zostało następnie wydanych jako 8 płytowy box Alive! Niestety, wbrew zapewnieniom Dorfa, nie są to wszystkie nagrania Chapina zrealizowane dla Knitting Factory, albowiem oprócz tych nagrań pozostają jeszcze poszczególne utwory wydane na różnych składankach wytwórni. Być może jej archiwa kryją jeszcze jakieś inne skarby. Znakomita większość tych płyt zrealizowana jest w bazowym składzie Chapin-Pavone-Sarin. Jedynie na Menagerie Dreams pojawia się w dwu utworach John Zorn, a w jednym przyjaciel Chapina i poeta (także basista) Vernon Frazer. Dwie płyty zaś są zupełnie wyjątkowe. Haywire prezentuje bodaj najbardziej awangardowe wcielenie tria Chapina, na którym zostało ono uzupełnione przez trio instrumentów smyczkowych (Mark Feldman, Kiyoto Fujiwara i Boris Rayskin). Insomnia zaś to trio uzupełnione aż o kwintet instrumentów dętych blaszanych pod wodzą Franka Londona (Frank London, Al Bryant, Curtis Fowlkes, Peter McEachern i Marcus Rojas), zaś muzyka tu zrealizowana nabiera niesamowitego wręcz orkiestrowego rozmachu nic nie tracąc z dynamiki i żywiołowości tria.
Jak wspomniałem jedną z serii wydawniczych Knitting Factory było Jewish Alternative Movement. I jakkolwiek obecnie muzyka tam prezentowana prawdopodobnie w świadomości wielu słuchaczy niewiele ma wspólnego z "alternatywnością" i postrzegana jest jako muzyka twórców żydowskich, to w początku lat 90, kiedy seria ta wystartowała, była w istocie odnowieniem tej muzyki, wyrwaniem jej z zamkniętego kręgu muzyki klezmerskiej, przeznaczonej i słuchanej jedynie przez środowiska żydowskie. Pośród prezentowanych w ramach tej serii grup i muzyków, nie można nie zauważyć prowadzonej wspólnie przez Franka Londona i Grega Walla Hasidic New Wave. Zrealizowali tu cztery spośród pięciu swoich płyt, w tym te najwspanialsze: Jews and the Abstract Truth (KFW 192), oraz From the Belly of Abraham (KFW 294, obie wznowione w ubiegłym roku przez Evolver). Pierwsza, to niemal bezprecedensowe w chwili kiedy się ukazywała połączenie klezmerskich linii melodycznych, jazzowych improwizacji i rockowej ekspresji, druga do tej mieszanki dodała jeszcze afrykańskie rytmy realizowane przez senegalską grupę Alioune Faye & Yakar Rhythms. Moim skromnym zdaniem, szczególnie ta ostatnia propozycja, jako zupełnie nietuzinkowa godna jest polecenia.
Jednakże JAM to nie tylko Hasidic New Wave, w tej serii znaleźć można też szereg innych ciekawych dokonań, których wyznacznikiem jest zwykle ponadstylistyczna muzyka. Ja ograniczę się jedynie do przypomnienia zespołu niesamowitego multiinstrumentalisty - Matta Darriau - The Paradox Trio. Będące najczęściej kwartetem trio składało się zwykle z grającego na różnych instrumentach dętych Darriau, perkusisty Seido Salifoskiego oraz wiolonczelisty, znanego m.in. ze wspólnych dokonań z The Lounge Lizards - Rufusa Cappadocii. Czwartym członkiem tria jest gitarzysta Brad Shepik. Muzyka prezentowana przez zespół, to wielostylistyczny melanż różnej muzyki etnicznej pochodzącej najczęściej z bałkańskiego, żydowskiego i cygańskiego kręgu kulturowego z jazzową improwizacją. W omawianej wytwórni ukazały się Matt Darriau's Paradox Trio (KFW 171), Flying at a Slant (KFW 206) oraz Source (KFW 237).
Wielostylistyczność jest również wyznacznikiem zupełnie wyjątkowego projektu Uri Caine'a zrealizowanego w ramach JAM pod nazwą Zohar (KFW 236). Tu również żydowskie (sefardyjskie) motywy muzyczne pomieszane zostały z innymi gatunkami, z muzyką arabską, jazzową, ale przede wszystkim doznając zupełnie nowego kontekstu poprzez udział znanego samplera DJ Olive'a.
Na koniec słów kilka należałoby powiedzieć o serii Knit Classics, która wydobyła z zapomnienia niektóre dokonania Ronalda Shannona Jacksona, a pośród nich tak ważne jak Red Warrior (KCR 3032) i warszawski (choć nie do końca, bowiem wbrew deklaracjom okładki i opisowi płyty prezentowane są tu także nagrania z gdyńskiego koncertu zespołu) akcent - Live in Warsaw (KCR 3035), niegdysiejszego perkusisty Johna Coltrane'a - Rashieda Ali (Rings of Saturn z Louisem Belogenisem KFW 232, Exchange z Frankiem Lowem KCR 3020, Swift Are The Winds Of Live z Leroy Jenkinsem KCR 3026, Quintet KCR 3021 m.in. z James Blood Ulmerem, New Directions in Modern Music KCR 3022, czy N.Y.Ain't So Bad Ali Plays the Blues KCR 3025 z Royal Blue). Oprócz tego przypomniała nieznane czy trudno dostępne nagrania Johna McLaughlina - My Goals Beyond (KCR 3010), czy Dizzy Gillespiego (Dizzy For President KCR 3001). Jedną z najważniejszych jednak płyt zaprezentowanych w tej serii pozostanie Triad - Three Pianos For Jimi (KCR 3014) prezentującą próbę transkrypcji muzyki Hendrixa na jazzowo-fortepianowy idiom.
Jeśli w istocie Knitting Factory się skończyła, przynajmniej w swej jazzowej formule, to wielka szkoda dla fanów jazzu. Odeszła bowiem jedna z najważniejszych firm dokumentujących niekomercyjne poczynania muzyków jazzowych i okolic. Być może to także znak naszych czasów, faktu, że także downtown powoli odchodzi w zapomnienie.


Paweł Baranowski

Płyty wytwórni Knitting Factory dostępne w ofercie GiGi Distribution

www.gigicd.com