Wiele lat upłynęło od czasu, kiedy pojawił się w nowojorskim downtownie mały, początkowo niezbyt poważany awangardowy klub Knitting Factory. Jego założycielowi Michaelowi Dorfowi nie marzyły się wówczas ani mahoniowe bary, ani prestiżowe koncerty jazzowych megagwiazd, ani luksus i prestiż właściciela klubu w Wielkim Jabłku. Miał on plan szalony, prawie niemożliwy do zrealizowania pod koniec XX wieku. Chciał otworzyć dom dla muzyków, w którym nie tylko graliby koncerty, ale gdzie również chętnie spędzaliby wolny czas, traktując go jak naprawdę swoje miejsce. I ten zamiar został zrealizowany.
Z czasem klub zyskał renomę, spotykali się tam wszyscy kreatywni twórcy nowojorskiej i nie tylko sceny muzycznej. Miejsce z wolna stawało się kultowe, a kiedy zagrał tu John Zorn, w wielu kręgach ogromnie poważany saksofonista, kompozytor i producent, fala popularności zaczęła nabierać niespotykanej siły i rozmachu. W niedługim czasie Knitting Factory stał się miejscem, do którego podążały pielgrzymki spragnionych żywej i spontanicznej jazzowej sztuki melomanów, gdzie grali muzycy mający naprawdę coś do powiedzenia.


Działalność koncertowa Knitting Factory, choć legła u podstaw istnienia klubu, nie była jego jedyną formą egzystencji na muzycznym rynku. Kto wie, czy międzynarodowej sławy nie przyniosło klubowi uruchomienie oficyny wydawniczej? Pod szyldem Knitting Factory Works pojawiać się zaczęły płyty zawierające początkowo rejestracje klubowych koncertów, potem zaś także nagrania studyjne, dokonywane przez szczególnie poważanych i cieszących się zaufaniem zarządu klubu artystów. Dzisiaj katalog nagrań Knitting Factory zawiera długą i niezwykle interesującą listę wydawnictw. Znalazły w nim miejsce nie tylko projekty jazzowe, ale również dokonania z pogranicza różnych stylistyk i muzycznych kultur. Nie sposób rzecz jasna wspomnieć w tym miejscu o wszystkich ważnych i interesujących pozycjach z tego katalogu. Zresztą o płytach z Knitting Factory, jak i o działaniach klubowych, pisze się w „Jazz Forum” regularnie, odkąd label ten pojawił się w oficjalnej dystrybucji w Polsce. Tym razem chcielibyśmy zaproponować płytę kompilacyjną, złożoną z kompozycji wybranych przez redakcję. Wybór ten zaakceptował Michael Dorf, a zaszczyt jego zaprezentowania przypadł piszącemu te słowa .
Oto więc przed Państwem 12 wybranych, reprezentatywnych dla działań Knitting Factory utworów, które układają się nie tylko w interesującą całość, ale stanowić mogą także przyczynek do poszerzenia własnych muzycznych horyzontów.

 

 

„Jazz Forum presents Knitting Factory”

1. Mick Rossi - Camus („They Have A Word for Everything" KFR 256)
Pianista Mick Rossi był do czasu wydania „They Have a World for Everything” niezbyt znanym muzykiem. Do współpracy zaprosił jednak wielkie gwiazdy nowoczesnego jazzu: Kermita Driscolla – gitara basowa (wspólpracownika formacji New And Used i - przez wiele lat - Billa Frisella) oraz samego Dave’a Douglasa, którego czytelnikom „Jazz Forum” z pewnością nie trzeba przedstawiać. Podparty sławą tych muzyków oraz wrażliwością i klasą pozostałych członków formacji (Andy Lastera - saksofon altowy i barytonowy, Charlesa Descarfino – perkusja) Rossi nagrał płytę doskonale wpisującą się w estetyczny krajobraz, w którym egzystują wpływy różnej muzyki, czasem niekoniecznie ze sobą związanej stylistycznie czy ideowo, tworząc odrębną, swoistą całość. Mamy więc ciekawe tematy, sporo partii aranżowanych, oczywiście improwizacje, delikatne elementy folkloru (np. żydowskiego), jazz, grę przestrzenią, rytmicznym zróżnicowaniem oraz wewnętrzną harmonię, pozwalającą prezentowanej muzyce być jednocześnie bardzo komunikatywną i niebanalną.
Z płyty tej wybrany został utwór tytułowy, autorstwa lidera, stanowiący nie tylko oś całego albumu, ale również wspaniałe doń wprowadzenie.



2. Roswell Rudd - Almost Blue (“Broad Strokes" KFW 276)
Płytą „Almost Blue” przypomniał się w ubiegłym roku wybitny puzonista Roswell Rudd. Artysta ten, pomimo że aktywny koncertowo, rzadko odwiedza studio nagraniowe, a jeśli już, to raczej nie w projektach firmowanych wyłącznie własnym nazwiskiem. „Broad Strokes” jest jednak nie tylko swego rodzaju nagraniowym powrotem w roli lidera, ale także żywym dowodem na to, że pasja eksperymentatora i otwarcie na muzykę jako taką to wciąż bardzo mocne strony tego twórcy.
Płyta zawiera wyłącznie ballady, toczy się w wolnych tempach, i poza kilkoma wyjątkami nie przekracza granic, które zwykliśmy wytyczać temu gatunkowi. W zakresie brzmienia zaś budzi nieodparte skojarzenia ze starszymi odmianami muzyki jazzowej (dixieland, jazz nowoorleński). Jednak uważny słuchacz prędko spostrzeże, że w obrębie kolejnych kompozycji dzieją się rzeczy nie tylko ciekawe, ale w wielu wypadkach wyjątkowe. Dotyczy to zarówno składów, które Rudd zaprosił do sesji, jak i kompozycji, które wykorzystał. Są tu więc niekwestionowani eksperci jazzu, jak śpiewaczki Sheila Jordan i Irene Aebi, saksofonista sopranowy Steve Lacy, ale również gwiazdy z kręgów rockowych jak np. Sonic Youth czy Elvis Costello. W zakresie kompozycji zaś utwory pióra Herbie Nicholsa („Change Of Season”), Theloniusa Monka („Coming On The Hudson”), Duke’a Ellingtona („All To Skon / Way Low”), ale i fragment Trzeciej Symfonii Camille Saint-Sansa – „Babe”, układający się pomimo różnorodności w spójną i prawdziwie wciągającą muzyczną historię.



3. Elliott Sharp's Terraplane - Train („Blues For Next" KFW 285)
W nieoficjalnym obiegu krąży pogłoska, że gitarzysta Elliott Sharp wykorzystuje oprócz wielu innych technik kompozytorskich także metodę opartą na zasadach wykorzystywanych przy tworzeniu ciągów matematycznych. Tym wielu słuchaczy tłumaczy zupełnie niezwykłą brzmieniową aurę jego muzyki, podpierając się nią często też czyni mu zarzut, że tworzy dzieła niezrozumiałe i tak daleko odbiegł od tradycyjnych technik gitarowych, że wprost trudno go uznać jako gitarzystę sensu stricte. Wszystkim, którzy zwątpili w zdecydowanie gitarowy rodowód Sharpa jako instrumentalisty, zadedykowany jest utwór „Terraplane Train” będący wizytówką płyty „Blues For Next”.
Nie proszę Państwa, nie jest to pomyłka, i nie wygląda to wcale na muzyczny żart. Elliott Sharp postanowił nagrać płytę bluesową. Jest to materiał pomieszczony na dwóch krążkach, a przy jego realizacji pomagali liderowi dwaj wokaliści; Dean Bowman i Eric Mingus, sekcja rytmiczna Sim Cain – perkusja akustyczna i elektroniczna i David Hofstra – bas elektryczny, zaś na saksofonie altowym i barytonowym członek legendarnego sekstetu saksofonowego Julliusa Hemphilla Sam Furnance. Będzie ona zapewne zaskoczeniem dla jego zdeklarowanych fanów, z swojej strony dodam tylko, że wszyscy, którzy z jakichś powodów omijali muzykę Sharpa mają niepowtarzalną okazję, aby zrewidować poglądy.
 


4. Wayne Horvitz & Zony Mash - The End of Time („Upper Egypt" KFR 259)
Kompozycję „The End Of Time” Jazz Forum pragnie zaprezentować jako reprezentantkę kolejnej ważnej w katalogu Knitting Factory formacji Wayne Horvitz & Zony Mash. Pochodzi ona z trzeciej płyty zespołu zatytułowanej „Upper Egypt” zadedykowanej pamięci nieżyjącemu już gitarzyście Sonny Sharrockowi. Dlaczego poświęcił ją akurat Sharrockowi i dlaczego taki nadał jej tytuł?
Dla organisty i klawiszowca Wayne’a Horvitza jest to sprawa sentymentu i dawnych uniwersyteckich fascynacji twórczością Pharoaha Sandersa, szczególnie zaś płytą „Tauhid”, na której znajdował się utwór „Upper Egypt”, i która, jak sam twierdzi, całkowicie odmieniła jego sposób słyszenia muzyki. Co prawda Horvitz nigdy nie miał okazji zagrać z Sandersem, ale wiele lat później zdarzyło mu się stanąć u boku Sonny Sharrocka – gitarzysty, który nie dość, że współtworzył „Tauhid” to włączył „Upper Egypt” na stałe do swojego koncertowego repertuaru. Zadacie Państwo pytanie: co zostało z tych dawnych fascynacji i na ile dzisiejsza muzyka Wayne’a Horvitza z nimi związana? Wystarczy posłuchać „The End of Time”, a jeszcze lepiej całej płyty.
 


5. Chris Speed - Part III („Iffy" KFW 275)
Klarnecista i saksofonista tenorowy Chris Speed to postać, która przy wielu okazjach przewijała się przez łamy „Jazz Forum”. Muzyk ten to z pewnością jedna z bardziej aktywnych postaci okrzepłego już pokolenia awangardzistów spod znaku nowojorskiego downtownu.
„Iffy” zaś jest płytą nagraną w trio z perkusistą Benem Perowskym oraz grającym na organach i syntezatorach Jamie Saftem. Odsłuchiwanie „IFFY” dostarcza niekłamanej przyjemności. Warto zwrócić uwagę przy okazji tej płyty na nietypowe dla Chrisa Speeda otoczenie instrumentalne. Instrumenty klawiszowe w brzmieniach oscylujących wokół Hammondów B 3 pociągnęły za sobą nie tylko nieco archaizująca, w pozytywnym znaczeniu tego słowa, stylistykę ogólnego soundu kapeli, ale także nasyciły przekaz witalnością i energią. W tym otoczeniu Chris Speed, podziwiany towarzysz Douglasa, członek Zornowskiej Barkokhby oraz współtwórca znakomitych płyt Myry Melford i Michela Formanka, jawi się także jako twórca potrafiący zachęcić słuchacza do aktywniejszego kontaktu z muzyką.
 


6. Odean Pope - You Remind Me („Ebioto" KFW 245)
Saksofonista tenorowy Odeon Pope, to kolejna z zapomnianych legend, której sztukę na nowo odkrył Michael Dorf. Wydając znakomicie ocenianą przez wielu dziennikarzy „Ebioto” Dorf przypomniał o istnieniu twórcy, który rozwijał swą sztukę z dala od blasku wielkiej sceny, ale za to z zadziwiającą konsekwencją. Przy nagraniu tej płyty Pope’owi towarzyszyli Tyrone Brown - kontrabas i Craig McIver – perkusja, a więc sekcja, której mogliśmy posłuchać podczas ubiegłorocznej edycji WSJD.
Chciałoby się powiedzieć, że lider proponuje jazz tak bliski idei mainstreamu, że aż z nią prawie tożsamy. Posłuchajmy jednak uważnie jak doskonale omija on łatwe i ograne grepsy i z jak niewymuszoną swobodą nasyca, doskonale znaną formułę tria bez fortepianu, przejmującymi treściami.



7. Zohar (Uri Caine) - Pools Of Water („Keter" KFW 236)
Śpiew żydowskiego kantora, odważne struktury i sola fortepianowe, nieomal klezmerska sekcja rytmiczna, akompaniament arabskiej lutni - oud oraz sample przypominające, że mamy koniec XX w. Wszystko to i jeszcze więcej zawiera artystyczna propozycja grupy Zohar, w której spotkali się przy wspólnym stole Aaron Bensoussan – wokale i oud, Uri Caine - fortepian, Emmanuel Mann – bass, Gilad – perkusja oraz Adam Rodgers - gitary. Nie oczekujcie, że płyta „Keter” i reprezentujący ja utwór „Pools Of Water” odpowie na pytanie o naturę muzyki żydowskiej, nie pytajcie też, czy jest ona drogowskazem do dalszego rozwoju tejże. Nie chciejcie również zgłębiać, na ile jest ona efektem hyper eklektycznych poglądów członków zespołu, na ile zaś prowokacyjną stylizacją.
Dzisiaj świat zezwala na wszelkie działanie twórcze, niezależnie od tego ile po drodze przekroczy się granic, ile tradycji wykonawczych zakwestionuje. Ważne jest, aby stworzyć dzieło szczere i zajmujące, a tego formacji Zohar odmówić nie można.


8. Charles Gayle - Glorified Love („Ancient Of Days" KFW 263)
Kto wie jak potoczyłaby się kariera saksofonisty tenorowego i jednego z najciekawszych i najodważniejszych improwizatorów na nowojorskiej scenie Charlesa Gayle’a gdyby nie pomocna dłoń Michaela Dorfa. Gayle, choć był i jest wspaniałym saksofonistą i niezwykłym improwizatorem, przez wiele lat należał do grona prawdziwych outsiderów. Grając swą muzykę na podwórkach, ulicach, dla przypadkowych przechodniów. Teraz, kiedy ma on na swoim koncie wiele płyt nagranych w wielu poważanych firmach jazzowy świat okrzyknął go twórcą wybitnym i wielkoformatowym. „Ancient of Days” to już 8 pozycja, którą zrealizował on dla Knitting Factory, zaś wybrany z niej zamykający całość utwór „Glorified Love” stanowi znakomitą wizytówkę jego saksofonowej sztuki. Pobrzmiewa tu wszystko to, na czym Gayle zbudował swój styl gry. Jest fascynacja Coltranem, ale funkcjonująca nie jako naśladowanie mistrza, lecz jako konieczna baza do własnych poszukiwań, jest swoboda, która jednak niekoniecznie musi się przeradzać w natchniony zgiełk oraz brzmienie saksofonu, które instrumentalista ten, wzorem starych mistrzów traktuje jako podstawę aktu twórczego. Czegóż więcej potrzeba, aby powstał znakomity, niebezpiecznie fascynujący nowoczesny jazz?


9. Thomas Chapin - Don't Mind If I Do („Sky Piece" KFW 208)
„Sky Piece” - ostatnia płyta saksofonisty i flecisty Thomasa Chapina. Ostatnia nie tylko dlatego, że żadnej nowszej nie nagrał, ale przede wszystkim dlatego, że nigdy już żadnej nie nagra. Zanim album ten pojawił się w sklepach płytowych jego autor po ciężkiej chorobie - białaczce - zmarł.
Omawiana płyta to dziesiąte dzieło tego bardzo oryginalnego i z całą pewnością zasługującego na znacznie większe uznanie artysty. Chapin, zanim rozpoczął karierę lidera własnych formacji, miał już na swoim koncie pracę w grupach Lionela Hamptona i Chico Hamiltona. Jako instrumentalista zainteresował się nie tylko osiągnięciami post bopowymi, ale również i dokonaniami jednego z najwspanialszych artystów przełomu lat 50. i 60. - Erica Dolphy’ego. Kto wie ,czy to właśnie nie dzięki tej inspiracji za swoje najważniejsze instrumenty uważał saksofon altowy i flet. Wszystko to słychać właśnie na „Sky Piece” – płycie, której nie będzie błędem potraktować jako artystyczną kulminację działań Chapina. Znajomość jazzowej historii splata się tu z własną nowoczesną wizją instrumentalną, całość zaś ujęta jest w ulubionej jego formule trio bez fortepianu. Obok lidera usłyszycie tu Państwo Mario Pavone – kontrabas i Michaela Sarina – perkusja; twórców, którym jak nikomu innemu zaufał, i z którymi działał przez znakomitą większość swej twórczej kariery.


10. Operazone - L'Elisir D'Amore (Una Furitiva Lagrima) („The Redesign" KFW 267)
Z pewnością katalog Knitting Factory byłby nie pełny gdyby zabrakło w nim nagrania od wielu lat jednego z najaktywniejszych kreatorów nowojorskiej sceny około jazzowej - Billa Laswella. Kim jest Laswell zapewne nie potrzeba nikomu przypominać, szczególnie w Polsce, gdzie twórca ten darzony jest szczególnie wielką estymą. Dla Knitting Factory Laswell wydał płytę „Operazone” będącą rodzajem remixu nie mniej nie więcej jak operowych arii. W gronie kompozycji, które Laswell poddał transformacji znalazły się prawdziwe przeboje operowych scen. Są w tym niezwykłym zestawie arie z „Eliksiru Miłości” Gaetano Donizettiego, Traviaty”, „Mocy Przeznaczenia” Giuseppe Verdiego, „Samsona i Dalily” Camille’a Saint-Saensa, oraz „Turandot” i „Toski” Giacomo Pucciniego. Całość tego klasycznego materiału muzycznego poddana została przefiltrowaniu nie tylko przez zdobycze najnowszych trendów w muzyce XX w., ale również przez cały arsenał elektronicznego instrumentarium, którym Laswell włada niepodzielnie.
 


11. Odyssey The Band - Online Junkie („Reunion" KFR 220)
Kariera tej grupy była spektakularna, intensywna i krótkotrwała. Zaczęła się i skończyła na początku lat 80. W owym czasie założyciel i jeden z głównych architektów tej formacji - James „Blood” Ulmer był u szczytu sławy. To właśnie wtedy okrzyknięto go najbardziej oryginalnym gitarzystą od czasów Hendrixa. Wtedy powstawały jego najwspanialsze płyty z Music Revelation Ensemble, solowe oraz w roli sidemana m.in. z Arthurem Blythem. Spod jego palców wyszedł zebrany w jednolite i zrozumiale wytłumaczone prawidła harmolodyczny system jazzowej kompozycji, którego ojcem duchowym był sam Ornette Coleman. Kiedy więc pojawił się Oddysey The Band wszyscy wiedzieli, że musi to być propozycja wyjątkowa. Atmosferę zaciekawienia podsycała nietypowa instrumentacja: gitara, skrzypce, perkusja. Ulmer był wówczas związany kontraktem z Columbia Records i dla niej też nagrane zostały jedyne trzy płyty, jakie zespół stworzył.
Od tamtego czasu minęło 15 lat. Muzycy na nowo się spotkali, tym razem jednak w piwnicach nowojorskiego klubu Knitting Factory. Skład nie uległ żadnym zmianom. Na gitarach zagrał oczywiście James „Blood” Ulmer, na skrzypcach, znany z współpracy ze String Trio of New York (zastąpił tam Billy Banga) - Charles Burnham, zaś na perkusji Waren Benbrow legitymujący się grą w zespołach wielkiej wokalistki nowoczesnego jazzu Betty Carter. Tak więc historia zatoczyła koło, a zespół, podobnie jak przed laty określił swe przesłanie wyraźnie i prosto: MIŁOŚĆ, OTWARTOŚĆ i TANIEC. Nie zmieniła się także stylistyka, są bluesy zaśpiewane przez Ulmera w charakterystyczny melodeklamacyjny sposób, są obecne idee harmolodyki, jest też głęboka i nieustanna inspiracja najczarniejszym bluesem, którego siła nadaje całości prawdziwie ożywczego charakteru. Są też w końcu przeciągłe brzmienia skrzypiec i w jakiejś mierze transowa rytmika. Czyż nie za te właśnie elementy jazzfani zawsze podziwiali Odyssey The Band?



12. Hasidic New Wave - Guliani Über Alles („Kabalogy" KFR 239)
Kiedy trębacz Frank London oraz saksofonista Greg Wall nagrywali pierwszą dla Knitting Factory płytę do tytułu dołączyli dopisek „Sun Ra spotyka Jimmy Hendrixa na żydowskim weselu”. Ten tyleż humorystyczny, co prowokacyjny podtytuł znakomicie ilustrował przebieg muzycznych zdarzeń na płycie. Rzeczywiście improwizacja i swoboda kreacji, mieszała się tam z ostrymi prawie natchnionymi gitarowymi partiami, a całość zanurzona była zarówno w melodyce jak i ogólnym brzmieniowym charakterze muzyki klezmerskiej. Wówczas powitano płytę raz z oburzeniem, innym razem ze szczerą aprobatą. Dzisiaj formacja „Hasidic New Wave” to już gwiazda tego rodzaju stylistycznych prowokacji, a na jej kolejne płyty fani muzyki nietypowej wyczekują z niecierpliwością. Wydana przed dwoma laty płyta „Kabalogy” nie ma już żadnych podtytułów, tkwi jednak w zaprojektowanej wówczas stylistyce i dalej cieszy uszy miłośników muzyki ponadstylistycznej.
Liderom towarzyszą jak przy okazji poprzednich płyt David Fiuczynski – gitara, Fima Ephron – bas oraz Aaron Alexander – perkusja.


Maciej Karłowski


 

Płyty wytwórni Knitting Factory dostępne w ofercie GiGi Distribution

www.gigicd.com